Sądzę że nadszedł czas, aby pochwalić się jednym z najciekawszych zdjęć, jakie udało mi się zrobić:
Łódź, początek listopada 2011, idę sobie beztrosko ulica, po załatwieniu czegoś w urzędzie miasta. Oto co zobaczyłem, sfotografowałem i spieszę tłumaczyć dlaczego to moje ulubione zdjęcie.
Perspektywa. Ciężko powiedzieć gdzie jest dół a gdzie góra. Odwróć zdjęcie o 180 stopni, a będzie miało tyle samo sensu co oryginał. Kolorystyka. Czerwień muru i niebieski jeans. Szarość betonu i brązowy sweter. No i rude wąsy.
Obiekt. Leży sobie typ gdzieś w centrum Łodzi, kompletnie zalał robaka. Ale - leży na czyjejś kurtce jeansowej, ergo: ktoś musiał zatroszczyć się o niego na tyle, aby podłożyć mu ja pod głowę. Może to jego kobieta, albo kumpel od szklanki z mocniejsza głową. Może kryć się za tym piękna historia. Poza tym - czy to jego własna kurtka? Należała do cichego bohatera troszczącego się o jego pijacki los, czy do samego pijaczka? Co skłoniło go by upić się o godzinie 15:00 - ubrany jest biednie, ale w miarę schludnie. Fakt ze ma zegarek, saszetkę i skórzaną kurtkę, świadczy ze raczej nie leży zalany pod kamienica codziennie, bo inaczej te fanty dawno zmieniłyby właściciela. Na pewno się upił - gdyby był starym heroinista, nie miałby ani zegarka, ani saszetki, ani zębów. Czapka. Ta sama osoba która podłożyła mu kurtkę pod głowę, musiała nasunąć jego czapkę na jego oczy, niejako próbując zapewnić mu anonimowość i chroniąc godność leżącego. Chciałbym zawsze mieć kogoś takiego przy sobie.
Lokalizacja. Można sobie sprawdzić w iPhoto gdzie zrobione było zdjęcie i przekonać się, że w pobliżu nie ma żadnych barów ani pijalni. Ba, nawet Żabka jest dosyć daleko. Żadnego parku gdzie można by uraczyć się jabolem bądź starogardzka. Spożycie musiało wobec tego nastąpić w prywatnym mieszkaniu, gdzieś w okolicy. Dlaczego jednak biedaczysko wyładowało na chodniku? Na pewno się z nikim nie pobił, na twarzy nie ma śladu po pijackiej burdzie. Być może upił się za wcześnie, stal się dla gospodarza niewygodny, a ten wyniósł go pod bramę i dręczony wyrzutami sumienia zapewnił resztki komfortu, podkładając kurtkę i naciągając na jego oczy czapkę. Chyba nie pil z kochanka - która by miała sile wynieść go przed kamienice w takim stanie?
Im dłużej patrzę na to zdjęcie, tym więcej pytań bez odpowiedzi przychodzi mi do głowy. Ale i tak bardzo się ciesze ze to uchwyciłem, przynajmniej ja pamiętam co robiłem 7 listopada 2011 o 15:18.

Komentarze
faktycznie takich pytań jest pełno. Ciekawe kto był taki pomocny i zadbał o jego „komfort" ;]
Rude wąsy rządzą!