To wybitne jednostki zmieniają świat, nie grupy, organizacje czy instytucje. Zachodni krąg kulturowy zorganizował swoje życie społeczno-ekonomiczne w sposób tak doskonały, że wybitne jednostki są w stanie wpływać na świat w sposób rewolucyjny z perspektywy innych kultur. Trwa to nieprzerwanie od ~IV wieku przed Chrystusem. Dzięki globalizacji proces ten nabrał jedynie innego wymiaru.
Pochylmy się nad dwoma wybitnymi synami okcydentu których życiorysy dzieli ponad 2 tysiące lat: Aleksandrem Wielkim i Stevem Jobsem. Obydwaj zmienili oblicze świata, w najlepszy sposób wykorzystując możliwości swojej epoki.

Aleksander Wielki, syn króla Filipa II, genialnego władcy Macedonii i uczeń samego Arystotelesa. Architekt jednego z największych starożytnych imperiów, który zupełnie odmienił oblicze większości współczesnego sobie świata: Grecji, Egiptu, Asyrii, Mezopotamii i Persji. Sukces Aleksandra Wielkiego oparty był o ogień i miecz, a raczej Falangę, mobilnych oszczepników i uzbrojoną kawalerię. Taki sposób ekspansji kulturowej, oparty na przemocy był jedynym który znały ludy tamtych czasów. Arystoteles mógł pisać swoje dzieła "Ethica" czy "Poetika" ale przeciętny Pers nie umiał czytać, a nawet gdyby umiał, nie byłby zainteresowany czytaniem czegoś co pisze jakiś Grek.
Ówczesne cywilizacje miały swoje własne błyskotki, koraliki i opowieści i do głowy nie przyszłoby nikomu "zdradzić" własne prądy myślowe z bzdurami jakiś Hellenów.
Brutalna rzeczywistość ówczesnych czasów polegała na braniu pokonanych ludów do niewoli i trzymaniu ich pod butem aż przyjmą twoje błyskotki, koraliki i opowieści jak swoje, aż uwierzą w twoich bogów i zaczną mówić twoim językiem.

Steve Jobs, adoptowany przez rodzinę zastępczą, nie miał ojca króla w postaci Filipa drugiego. Zachodni krąg kulturowy w którym miał szczęście się urodzić, już na samym początku jego życia sprawił że udało mu się otrzymać edukację, wprawdzie nie od Arystotelesa, ale co udowodnił, równie efektywną.
Interfejs graficzny, iMac, iPod, rewolucja dystrybucji muzyki, animacje Pixar'a, iPhone. Steve Jobs jest w sporym procencie architektem tego jak wygląda cały XXI wiek i nasza codzienna rzeczywistość. Nie musiał organizować kalifornijskiej Falangi i gwałcić podbitych stanów.

To on sam odpowiadał za wymyślenie i zaprojektowanie błyskotek, koralików i opowieści w które całkowicie dobrowolnie, w oderwaniu od lokalnych języków kultury i moralności uwierzyły społeczności całego świata. iPhone jest narzędziem z którego korzysta każdy od Islamskiego Imama po Chińskiego Analfabetę. Filmy Pixar'a w Azji są bardziej popularne niż lokalna literatura. Ten ogromy cywilizacyjny skok, od przemocy i podboju po kreatywność i wykorzystanie owoców pracy trwał ponad dwa tysiące lat.
Cywilizacja Zachodu znajduje się na tak wysokim stopniu rozwoju, w porównaniu do reszty świata, że nie musi chwytać za miecz aby podbijać okolicznych ludów. Wystarczy pokazać im swoje błyskotki a oni je kupią na wolnym rynku -również wymyślonym przez nasz krąg cywilizacyjny.
