Przejdz do tresci
retroactive-continuity.pl
Wroc

Targ w Hanoi.

Zaktualizowano:

Wybrałem się dzisiaj do południa na jeden lokalnych z rynków w Hanoi. Jest to w stu procentach rynek dla tubylców i jako cudzoziemiec w swoich blond włoskach, okularkach i koszulce z Wolverinem wyróżniałem się jeszcze bardziej niż zwykle. Turyści nie zapuszczają się w te rejony, toteż moje pojawienie się, wzbudziło powszechną konsternację: amerykański szpieg? Złodziej? A może prostytutek szuka?

To co pierwsze rzuca się w oczy, to brud i egzotyka. Do brudu się przyzwyczaiłem, egzotyka cały czas mnie dziwi. U mnie na ryneczku wieje nudą, toaletę mają, ręce myją i jakieś sanepidy. Tutaj mają żywe kurczaki, które zabijają i skubią na miejscu, głowy świń i martwe psy. Brak cen - nie ma czegoś takiego jak cennik. Wszystko da się wynegocjować i oczywiście cena dla obcego jest inna niż dla wietnamskiej matki z dzieckiem, a jeszcze inna dla Wietnamczyka w dobrych butach.

Zobaczcie ile ta Pani ma tych warzyw, trochę marchewki, garstkę limonek, pomidorki, dwa kokosy i trochę bezsmakowej zieleninki. Bogactwo to to nie jest, u nas pierwszy lepszy rolnik jak podjedzie żukiem i wyładuje towar, to będzie tego na pół wietnamskiego rynku, no ale tutaj się nie przelewa. W tle Pan zabija i skubie kurczaki z miną seryjnego zabójcy. Podszedłem z aparatem i chciałem pstryknąć, to mało mnie nie zabił i nie oskubał.

Te warzywa takie apetyczne mają, jak jest papryka to ona jest czerwona jak z Photoshopa, jak mają ogórki to to są takie prawdziwe ogórki, ogóry, nie żadne ogóreczki. Ten Pan to istny krezus, bo ma tyle dragonfruitów i arbuzów, nic dziwnego że koszulę pod sweter założył, modniś. Każdy próbuje szczęścia, bo mi powiedział że dragonfruity po tram nin dong czyli 100k dongów za kilogram. Nice try, dla dobrze ubranego tubylca stoją po 30k (ba muoi nin).

W Polsce jak wyjdę po pomarańcze to je ważą przy mnie, ja płacę za kilogram 5zł i pomarańcze moje. Tutaj? Pani najpierw wymyśla cenę, oceniając na ile cię stać. Potem na oko daje ci kilogram pomarańczy, a ty ważysz sobie w ręku czy się mniej-więcej zgadza i mówisz: jeszcze jedna dla mnie! To Pani wtedy robi zasmuconą minę i dorzuca ci tą pomarańczkę. To wtedy ty patrzysz, a ona jest zgniła i miękka i nie nadaje się do niczego, wiedziony przeczuciem sprawdzasz resztę a tu wszystkie zgniłe! No to wtedy od razu do pani handlarki, że leci w kuki i co to ma być, to ona woła koleżanki i tak się sprzeczacie chwilę, ale że ona już ma twoje pieniążki w ręku, to wiadomo z góry, że jej na wierzchu. Więc finalnie daje ci nową torebkę, z pomarańczami, tym razem dobrymi. Ale ta druga torebka pełna dobrych owoców, jest już wyraźnie lżejsza, mimo że też kilogram. Takie rzeczy tu się dzieją na każdym kroku, a resztę to pięć razy przeliczaj. Każdy tak robi.

Trzeba być odważnym żeby kupić tu mięso. Nie ma sanepidu, nie ma wody do umycia rąk, zwierzątka są rano zabite i lądują na targu. Aha: nie ma sklepów mięsnych, jest targ. Słyszałem, że mięso kupuje się do południa - tu nie ma lodówek, a przy tutejszym klimacie wszystko strasznie szybko się rozkłada. Nie ma rękawiczek, a pieniądze bierze się tą samą ręką co kroi mięso. Tutaj jakieś świnki martwe kroją, ale mają też…

Martwe pieski. Niefajny widok, szczególnie te łapki, ale mięso jak każde inne. Psów nikt nie zabija na targu, tylko przyjeżdżają już odpowiednio przygotowane, a tutaj tylko się odcina, łapki, główki i tak dalej. Pani z pierwszego zdjęcia była bardzo miła, także sądzę że nie skończy w piekle, mimo iż zabija najlepszych przyjaciół człowieka. Jak dla mnie cały ten szum wokół tego że w Azji je się psy jest mocno przereklamowany. No je się i co? U nas jedzą świnie i krowy, u Arabów nie je się wieprzowiny, a u Hindusów krów. A ci barbarzyńcy Belgowie jedzą konie. Mięso to mięso, dopóki nie jest ludzkie - wszystko jedno. A to czy się oburzasz tylko zdradza krąg kulturowy w którym się wychowałeś.

Nie wiem po co komu morda martwej świni, ale skoro sprzedają, to pewnie ktoś kupi. Kurczaki mają żywe i mogą na życzenie zabić je przy tobie i jeszcze oskubać na miejscu. Kurczak jak dla tubylca ok. 120k dongów, dokładnie 6USD, czyli mięso kurczaka mają drożej niż u nas. Nic dziwnego - taniej zjeść ryż, a takie zwierze do czasu uboju to rośnie i rośnie, opiekować się nim trzeba, same koszty.

Szkoda mi ich, bo w 12 sztuk siedzą w takiej małej klatce, a ekolodzy protestują tylko jak na fermach KFC im się dzieje krzywda. Klatka musi być mała, bo musi zmieścić się na motor - takie realia.

W takich miejscach jak to, kiedy na pierwszy rzut oka wszyscy widza że jesteś obcy, a na dodatek sam jak palec, należy sobie przykleić do twarzy uśmiech. Jeżeli pięć osób spogląda na Ciebie złowrogo, to ciężko im będzie utrzymać ten groźny wzrok, kiedy zobaczą twoją uśmiechniętą od ucha do ucha buzię. Cała ta ekipa sprzedająca węże była jakoś negatywnie nastawiona do mojego pomysłu łażenia po targu i robienia zdjęć, ale tak się uśmiechałem, tak się z nimi witałem, aż coś w nich pękło. W Polsce nie uśmiecham się do ludzi, bo ich szczerze nienawidzę. Węże spoko.

Tacy ludzie są dla mnie fenomenem. Skombinuje kobitka wielką rybę, zapakuje ją do skrzynki, skrzynkę wsadzi na rower i jedzie na targ z rybą, gdzie koczuje cały dzień aż jej nie sprzeda. I jeszcze musi się jej to opłacić.

Podobają mi się takie targowiska, coś innego.


Komentarze

wusztpl

morda martwej świni nadaje się chociażby na koncerty black metalowe! ;)

babcisynblog

Jak robisz zdjęcia takim bydlęciem jak Sony DSC-H5, to się nie dziw że potem ludzie latają za Tobą z tasakami. Prosimy o zdjęcia, ale z ukrycia, żeby było więcej.

joaasia

To jest skandal! I wielkoe swinstwo jak mozna zabijac i jesc psy... Psychiczni ludzie !!

joaasia

Pieprspsychopaci Pieprszeni osychopaci

babcisynblog

Mistrzu, jesteś jeszcze z nami? Dawno już nie spłodziłeś żadnego tekstu ;(


Udostepnij wpis:

Poprzedni wpis
Wietnamski cmentarz.
Nastepny wpis
iPhone dla zmarłego.