Karaoke.

Pech chciał że znalazłem się na prawdziwym wietnamskim karaoke, ja i 20 innych skośnych – znajomych z liceum spotykających się po latach. Pierwszy i ostatni raz. Karaoke to takie kawiarnie, w których dodatkowo można zamówić piwo, albo (ojeja) coś mocniejszego jak whiskey – ale nigdy wódkę. Wódka to alkohol plebsu, a ludzie chodzący do klubokawiarni gardzą plebsem, bo są lepsi.

Wracając do karaoke, na piętrze owych kawiarni jest zwykle salka, którą się wynajmuje i w której spędza się wieczór. W salce czipsy i kola i parę puszek heinekena, coby wyglądać zagranicznie i zachodnio. Jak ktoś pije piwo, to pije tego heńka nieszczęsnego, myśląc że to najlepsze piwo świata, a po dwóch jest najebany jak szpak. Naprzeciwko wielkiej sofy – święty graal tutejszej rozrywki – maszyna do karaoke! Wygląda to tak: wszyscy przychodzą (nikt się z nikim nie wita – to azja) siadają szybko na kanapie i od razu maszyna idzie w ruch, puszczając hity z płyty – w formacie .midi. Żadnego „co słychać, kak żywiosz, how are you doing”. Dalej jest ciekawie, bo przez bite 3 godziny maszyna chodzi, ludzie śpiewają, a ich rozmowy ograniczają się do dyskusji kto następny i co śpiewa. Przypominam, mówimy tu o towarzystwie które widzi się bardzo rzadko – znajomych z liceum, którzy jakoś nie czują potrzeby rozmowy.

Moja obecność ograniczała się do patrzenia się na ten cyrk, przecierania oczu ze zdumienia i otwierania kolejnych butelek heinekena, wywołując konsternację w towarzystwie – co to za biały alkoholik. Oczywiście wszyscy chcieli żebym śpiewał razem z nimi, więc wynaleźli jedyną chyba angielską piosenkę: Richard’a Marx’a – Right here waiting… Tylko dzięki mojemu sprytowi udało mi się wyrwać na dół, porozmawiać na migi z pijanymi wietnamkami, które okazały się dużo ciekawszym towarzystwem.

Teksty śpiewanych piosenek idą tak:
Dwoje ludzi się spotyka i bardzo się sobie podobają. Jest chemia i czują się ze sobą bardzo komfortowo. Ona jest mu oddana, a na niego można liczyć. Trick polega na tym, że w pewnym momencie coś się psuje i ona zostaje sama i śpiewa smętne piosenki.

Albo:
Piękna dziewczyna jest sama i smutna. Jej życie jest puste i nie ma żadnego sensu. Pewnego dnia spaceruje w deszczu i spotyka wysokiego i przystojnego mężczyznę, który odmienia jej los. Teraz ona pozostanie mu wierna już na zawsze i aby to udowodnić, zrywając kwiaty, śpiewa smętne piosenki.

Jest też:
Dziewczyna ma same piątki w szkole i jest bardzo ładna. Jeździ sobie na rowerze w te i z powrotem, ale jednak czuje że coś jest nie tak. Wszystkie koleżanki są zakochane i mają chłopaków, a ona jedna nie. Odreagowuje śpiewając smętne piosenki.

*Zdjęcia w tym wpisie ukradzione z internetów. Nie robiłem zdjęć żeby nikt nie pomyślał że dobrze się bawię.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *