Przejdz do tresci
retroactive-continuity.pl
Wroc

Ha Long View Club - "zabawa" w klubie po wietnamsku.

Zaktualizowano:

Po wątpliwej przyjemności uczestnictwa w przestawieniu zwanym karaoke, kolejnego wieczoru przyszła kolej na odwiedzenie wietnamskiego “klubu”. W 100% wietnamski klub, bez jednego cudzoziemca, wygląda tak: przed wejściem stoi 10 zatrudnionych ślicznych dziewczyn, które kłaniają Ci się w pas jak wchodzisz. W środku pierwsze co się rzuca w oczy to parkiet, na którym nie ma żywej duszy, zamiast tego jest masa stoliczków rozstawionych co 3-4m a przy każdym śliczna kelnerka. Jest też scena, na której wiją się na rurze tancerki, obok tańczą w klatkach, dużo tancerek, mało niezatrudnionych dziewczyn. W samym klubie jest 50:50 mężczyzn i kobiet, przy czym 90% kobiet to obsługa, jak widać zwykłe dziewczyny nie chodzą do takich miejsc. Nic dziwnego, wiedzą czym to śmierdzi.

Wietnamska młodzież, kwiat narodu i przyszłość partii komunistycznej, głównie płci męskiej, najpierw zamawia wino. Tak, wino w klubie, koniec świata może być bliżej niż nam się wydaje. Po buteleczce takiego ohydnego, półwytrwanego, czerwonego wina, zaczynają sobie podrygiwać wokół tego ich stolika. Głównie faceci. Po drugiej zaczynają się przytulać, znowu głównie faceci. W międzyczasie następuje rotacja tancerek i część aby odpocząć, schodzi ze sceny pić drinki z “publicznością”. Od razu należy taką przegonić, bo ani to nie mówi po angielsku, ani się z tym nie prześpi, a patrzenie na cycki nie jest warte drinków, które zamówi na twój rachunek, pr0 tip: kyt ma mej di = spierdalaj. Było mi bardzo żal tych dziewczyn kiedy przyjechałem, ale ciężko zapracowały na moje podejście. Traktują Cię jak chodzący portfel, traktuj je podobnie przedmiotowo.

Po drugiej butelce wspaniałego trunku, jaki przyszło mi wypić, nadeszła kolej na wizytę w toalecie. Kuriozalne przeżycie. Wchodzisz sobie do toalety, gdzie pod rękę bierze cię usłużny wietnamczyk i prowadzi pod toaletę która wyda mu się dla Ciebie najodpowiedniejsza. Całe szczęście nie wchodzi do niej za Tobą, ale wiernie czeka pod drzwiami. Kiedy już wyjdziesz, znów chwyta cię pod rękę i jednocześnie kłaniając się, prowadzi Cię do zlewu, gdzie inny już wita cię ukłonem i odkręca wodę. Co dalej? Ten pierwszy podaje Ci obiema rękami mydło i w drżeniu wyczekuje kiedy skończysz myć ręce. Po całej operacji, ten odkręcający wodę, sam bierze cię za ręce i wyciera je przygotowanym (podgrzanym!) ręcznikiem. Babcie klozetowe tak nie potrafią. Wracam i opowiadam o swojej przygodzie, a tubylcy nie mogą uwierzyć że w bogatej Europie ludzie sami wycierają swoje ręce. Panowie w toalecie mają jeszcze jedną ważną funkcję, jak mi powiedziano zbyt dużo kelnerek dorabiało sobie w godzinach pracy obsługując oralnie klientelę klubu, teraz mają dużo trudniej.

Wracamy. Jestem jedyną trzeźwą osobą w taksówce, bo kierowca też jest po spożyciu. Siedzę z przodu, bo jestem za duży na azjatyckie auta i czuję że pociągnął z butelki na przerwie. Całe auto buja się w rytm wietnamskich przebojów, od których bierze mnie na wymioty. -STOP, STOP! ZATRZYMAJMY SIĘ - krzyczy mi nagle nad uchem skośna znajoma. -WTF? Co się dzieje? -Sori, sori I sik, I sik - mówi skośny znajomy znajomego i wysiada. Zataczając ósemki, biegnie pod drzewo, pod którym zwraca żółtą treść żółtego żołądka. -Czy wy ludzie jesteście normalni?! On wypił trzy lampki wina?! -Nooo, tak. Upił się… -Ale trzema lampkami wina?! -Nooo, przecież pił wino… Upił się… -Oj zoj oj, viet nam… (o mój boże), mówię do taksówkarza, a on pokazuje mi palcem na wymiotującego i śmieje się w głos, pukając się w głowę. Ja się śmieję razem z nim, obserwując przy okazji licznik.

Wracamy i wracamy. Koledze kolegi lepiej, a ja kombinuję jak zmienić wietnamską muzykę na normalną. Klikam i klikam w tym radiu, aż taksówkarz zdenerwowany mówi “khym, khym! (nie, nie)” i podaje mi jakąś płytę CD. To Justin Beiber. Westchnąłem ciężko mówiąc “Oj zoj oj, viet nam” i pukając się w czoło. Tym razem taksówkarz się nie śmiał.

To była moja ostatnia noc w Ha Long Bay. Potem wróciłem do Hanoi. Do zachodnich barów gdzie są (względnie) prawdziwe dziewczny, a w toalecie śmierdzi i nikt nie pomaga Ci w wytarciu rąk. To mój świat.

O samej zatoce Ha Long Bay z mnóstwem zdjęć w weekend.


Komentarze

red

Czytanie tych wpisów to świetna zabawa, nie przestawaj!
Na jesień wybieram się do Hanoi zobaczymy jak będzie.

Klubowe hostessy. « retroactive.continuity

[...] Pisałem jak wygląda typowy wietnamski klub. Jednak to co nas zainteresuje w tym wpisie, to pracujące tam hostessy. I to jak się do nich dobrać i się przy okazji nie sparzyć. Przypomnijmy – wietnamski klub posiada bardzo ograniczony dancefloor. WIększość miejsca zajmują okrągłe stoliczki z różnymi duperelami w rodzaju: puszek ciepłego Heinekena, sishy czy owoców (WTF!). Przy każdym z nich kręci sie ponętna hostessa otwierająca te piwa za ciebie, uśmiechająca się ponętnie i podrygująca w rytm muzyki. [...]


Udostepnij wpis:

Poprzedni wpis
Zmiana perspektywy.
Nastepny wpis
Karaoke.