Nie powiedziałem jej kiedy wrócę. A wiem że wydzwaniała do moich znajomych z pytaniem kiedy będę i o której godzinie. Nikt nie puścił farby. Chciała wyjść po mnie na lotnisko, a wietnamskie dziewczyny robią to dobrze. Zarówno odbierają i czule witają, jak i odprowadzają i żegnają. Strasznie płaczą z tęsknoty, ale nigdy nie zapomną wezwać swojego kuzyna taksówkarza, coby sobie dorobił wożąc ich białego chłopaka. Nawet w „wielkiej miłości” są pragmatyczne.
Od wejścia na pokład samolotu w Moskwie miałem zły humor. Wyczerpał mi się iPod, a nie wziąłem ładowarki. Dzięki umiejętności szybkiego czytania, zapas lektur wyczerpał mi się równie szybko co baterie iPoda. Lotnisko w Moskwie zaliczyło jakąś obsuwę, przez co przez godzinę staliśmy na pasie startowym. Wsłuchiwałem się wtedy w odcharkiwanie moich wietnamskich współpasażerów, którzy wydawali z siebie odgłosy podobne do ryjącej świni. Ryjącą świnię słyszałem tylko raz, u wujka na wsi. Charkającego Wietnamczyka słyszałem tysiące razy, co skłoniło mnie do refleksji, że to nie ich odcharkiwanie brzmi jak rycie świni, ale to ryjąca świnia brzmi jak charczący Wietnamczyk. Zachwycony przenikliwością swojego umysłu, pogrążyłem się w drzemce.
Obudził mnie przeraźliwy smród brudnych stóp. To francuz przede mną zdjął buty. Zepsuty odór natychmiast przywiódł mi na myśl Hien. Zacząłem zastanawiać się czy rozbije w oczekiwaniu namiot na lotnisku i jak powinienem się zachować kiedy mnie osaczy. Perspektywa bum bum trzy minuty po przywitaniu ziemi wietnamskiej, jeszcze na lotnisku, była kusząca. Czytałem że są dwa powody żeby wrócić do byłej dziewczyny, obydwa to implanty piersi. Po namyśle stwierdziłem, że lepiej wracać się umyć, niż pocić się w jakiejś ciasnej i dusznej ubikacji z kimś kto jest żywą historią. I do tego nie zrobił implantów. Zasnąłem ponownie w rytm dzwonów rurowych Mike’a Oldfield’a.
Kiedy obudziła mnie stewardessa na kolację, dostałem coś co bardzo ładnie się nazywało w menu, ale okazało się podeszwą z kluskami. Wszyscy Azjaci w samolocie zamówili zachodnią podeszwę, a wszyscy biali – dalekowschodni ryż z kurczakiem. Dlaczego jest tak, że ja zdejmuję buty wchodząc do sushi restaurant, ale Azjata beknie mi w ucho? Zachodnie ideały tolerancji są piękne, ale jeśli uznają je wszystkie strony relacji. Chyba przez historię, białym mniej wolno, coś a’la Niemcom w Polsce. Potem czas przyspieszył i szybko wylądowaliśmy.
Stała na lotnisku Noi Bai zaraz za bramką, ja udawałem że jej nie widzę. Podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyje, nie odwzajemniłem jej uścisku, cały czas trzymając walizkę. Powiedziała że mnie kocha i spytała czy tęskniłem. „So-so” – odparłem ze śmiechem, odsuwając ją. Zaczęła płakać, bardziej na pokaz niż naprawdę. Była w tym bardzo przekonująca, torpedowała mnie swoim niegramatycznym angielskim i jeszcze szybszym wietnamskim – nic nie rozumiałem, ale jakoś wiedziałem, że nic nie tracę. Zobaczyłem ziomka który po mnie wyszedł i wystartowałem zbić z nim piątkę. Ładowaliśmy walizy do bagażnika taksówki, przy akompaniamencie na przemian wyzwisk i wyznań miłości. Wyznania były po angielsku, a wyzwiska po wietnamsku. Wbiliśmy się do taksówki, a Hien próbowała jeszcze otworzyć drzwi od mojej strony, ale nawet ja jestem silniejszy od Azjatki o wzroście 1,50m. Taksówkarz otworzył szybę i kazał jej spierdalać, a ja jej na pożegnanie pokiwałem. Pokazała mi środkowy palec, a kumpel pokazał mi, że przyjechał z wódką.
Dodaj komentarz