Kategoria: ludziska

  • Dlaczego w Wietnamczycy nie stoją w kolejkach?

    W Wietnamie pomimo ponad 90 milionowej populacji ciężko jest znaleźć prostą, uporządkowaną kolejkę. Są miejsca jak bank czy lotnisko – gdzie można spotkać ludzi stojących w relatywnym porządku. Wietnamczykom nie jest po drodze by czekać w kolejce po kawę, przekąski do kina, stacji benzynowej, kupując bilety na pociąg czy większość innych dóbr i usług.
    Doktor z Harvardu, Vu Thanh Chau, ma interesujące (i jakże wygodne!) wyjaśnienie tego zjawiska. W magazynie internetowym United World Colleges (UWC) o nazwie Uspire, pochodzący z Phan Rang, Chau, wyjaśnia problem i odrzuca fakt, że brak kolejek w Wietnamie wynika z kwestii kulturowych:
    „Nie stanie w kolejce, śmiecenie, oszukiwanie w szkole, głośne rozmawianie w autobusie czy nieprzestrzeganie przepisów ruchu drogowego… [to zjawiska], które występują tak często, że w opinii wielu są one nierozerwalną częścią kultury wietnamskiej” – pisze Chau.
    „Ukazywanie kultury jako kozła ofiarnego zawsze jest łatwiejsze niż próba zrozumienia korzeni problemu” – kontynuuje. „Ponadto, akceptacja tego, że takie zachowania są częścią naszej kultury, jest niebezpieczna, bo uniemożliwia nam zastanowienie się, jak możemy zmienić się na lepsze”.
    Tłumaczy to jako analogii używając matematycznego problemu jakim jest dylemat więźnia.
    Dylemat Więźnia to eksperyment myślowy w matematyce, w którym dwóch schwytanych więźniów musi niezależnie zdecydować, czy milczeć, czy przyznać się do przestępstwa. Oferta, jaką policja przedstawia tym więźniom, to: jeśli obaj się przyznają, każdy z nich odsiedzi dwa lata w więzieniu. Jeśli obaj milczą, każdy odsiedzi tylko rok. Jednak jeśli jeden pozostanie cichy, a drugi go zdradzi, przyznając się, ten drugi wychodzi na wolność, podczas gdy milczący więzień musi odsiedzieć trzy lata w więzieniu.

    Stosując to do sytuacji stania w kolejce, Chau argumentuje, że nawet jeśli najlepszą zbiorową decyzją jest podążanie za zasadami i ustawianie się w uporządkowanej kolejce, większość osób podejmie działanie, które przyniesie największe korzyści im samym, a nie koniecznie reszcie grupy. Ponadto, jeśli jedna osoba ominie kolejkę i jej się to się opłaci, inni zobaczą, że ta osoba skorzystała na przeskakiwaniu, i zaczną robić to samo.
    „To, co jest interesujące, to fakt że bez wzajemnego zaufania, nawet przed faktycznym pominięciem kolejki przez kogokolwiek, już tylko przewidując, że ktoś to zrobi, nikt nie będzie przestrzegać kolejki” – pisze Chau.
    Jak więc zmienić te zachowania? Chau twierdzi, że zmiana zaczyna się od kilku osób, które przestrzegają zasad jako pierwsze, nawet jeśli nie przynosi to natychmiastowych korzyści ich interesom, co zachęca innych do podążania ich śladem. Jego zdaniem: „Bez głębszego zagłębiania się w szczegóły teorii gier niektórzy z nas muszą być pionierami i wybierać świadomie trudniejszą drogę działania, czyli stawianie się w kolejce, nie oszukiwanie, przestrzeganie przepisów ruchu, itp. Ta decyzja z pewnością czyni kogoś mniej uprzywilejowanym w krótkiej perspektywie, ponieważ inni skorzystają na tym działaniu. Jednak w dłuższej perspektywie, poprzez grzeczne zachowanie, można sygnalizować reszcie społeczności, że także mogą bezpiecznie stać w kolejce i cieszyć się wspólnie najlepszym rezultatem dla wszystkich. Innymi słowy, jeśli nie zaczniesz szanować zasad, nie możesz oczekiwać, że inni zaczną to robić, a zmiany muszą zacząć się od Ciebie dostosowując swoje własne działania. Zaufanie, klucz do odwrócenia sytuacji, zaczyna się od takich jednostek jak my”.

    Koniec lania wody – czas na zimny prysznic. Kultury nie są szwedzkim bufetem z którego możemy wybrać co nam smakuje – a resztę zrzucamy na zjawiska ekonomiczne. Kultury są jednocześnie i szansą i zagrożeniem.
    Analizowanie wybranych zjawisk rzeczywistości społecznej nie może odbywać się w oderwaniu od kultury która zaowocowała takim a nie innym stanem rzeczy. Niemcy, których kultura w prostej linii doprowdziła do największej tragedii XX wieku nie silili się na usprawiedliwienia. Ale Niemcy są białymi protestantami i miara którą mierzy ich świat jest dużo bardziej surowa. Społeczeństwo Polski Ludowej doświadczyło i braków i kolejek, a jednak co sobota zapisywali się pokornie w Domach Handlowych na kolejkowych listach po firanki. Wszystkie kultury muszą być traktowane tak samo i mierzone tą samą miarą, ekonomiczne ubóstwo nie może być wymówką aby zachowywać się w sposób barbarzyński. Bardzo łatwo wpaść w pułapkę usprawiedliwiania osób społecznie dysfunkcyjnych, to wręcz pokusa aby szybko poczuć się lepszymi od tej całej hołoty – co dokładnie robi Chau mówiąc: „klucz do odwrócenia sytuacji, zaczyna się od takich jednostek jak my„. Kulturze zawdzięczamy cywilizację, w uproszczeniu w takim samym stopniu jak jej brak, to przeciwny koniec tego samego kija. Nie istnieje na Harvardzie ani Oxfordzie katedra zajmująca się relatywizacją Niewolnictwa w USA, Holocaustu, Hlodomoru czy Ludobójstwa Ormian tłumacząc je ekonomią czy matematyką. No ale egzotyczne kultury mają przecież znaną z monopolu kartę z darmowego wyjścia z więzienia. Tak Chau, trzeba stać w kolejkach, nie dawać łapówek i szanować sąsiadów pomimo odmiennego koloru skóry. Warto zmieniać swoją własną kulturę na lepsze, trzeba przy tym spojrzeć w lustro i powiedzieć mea culpa. Im szybciej zdejmiemy okulary relatywizmu na bok, tym mniejsza szansa że na nosie rozbije je nam jakiś barbarzyńca.

  • Lokacja miast na prawie niemieckim.

    W średniowiecznej Koronie Rzeczypospolitej kwitło osadnictwo ludów germańskich. Demografia jest królową nauk a zarazem jednym niezmiennym, deterministycznym prawem dziejów. Prawda jest subiektywna i uznaniowa, interpretacja tego co prawdziwe zawsze należy do większości. To uogólniony inny decyduje o tym co jest prawdziwe a co nie. Zapytaj czarownic które spłonęły na stosie, albo żydów w Auschwitz. Nie możesz ich spytać? No właśnie… Unia Europejska to bękart sięgający swoimi korzeniami Mitteleuropy, koncepcji Fredericha Naumanna, mówiącej o dziejowej konieczności zdominowania naszej części Europy przez germańską większość.
    Ludy germańskie, osiedlając się w naszej części Europy, przywoziły ze sobą cywilizację, handel, rozwiązania legislacyjne, kulturę, literaturę, modę, choroby weneryczne a co najważniejsze nowoczesny, feudalistyczny know how jak zarządzać zasobami ludzkimi w postaci chłopstwa (jakkolwiek zabawnie to brzmi dziś- wtedy rzecz rewolucyjna).
    Dzisiaj współczesna Republika Federalna Niemiec pełni podobną rolę. Dokładnie tak samo jak Rzesza Niemiecka rękami Magdeburskich włodarzy w 1211 nadała prawa miejskie Złotoryi, tak współcześnie lobby niemieckie rękami brukselskich biurokratów ingeruje w rozwój polskiej infrastruktury, guospodarki i kultury w trybie “top to bottom” czyli totalnym przeciwieństwie pozytywistycznej pracy u podstaw.
    Nagradzane są podmioty działające przede wszystkim na rzecz mitteleuropejskich interesów, a fakt że dolna warstwa społeczna aspiruje do wyższej i średniej “europejskiej” kasty gwarantuje stabilność takiego obrotu spraw. Tak samo jak chłopu w średniowiecznym grodzie przyszłoby do głowy samemu zostać Panem, ale nie przyszłoby do głowy założyć instytucji konkurencyjnej w stosunku do Magdeburga, tak samo krótkowzroczne są współczesne polskie elity. Trudno się im dziwić. Skoro aż do XVIII wieku osadnictwo w Polsce związane było z legislacja niemiecką, skąd pewność że w XXI cokolwiek autonomicznego, nie związanego z kulturową ekspansją germanów ma szanse na długofalowe powodzenie?
    Zupełnie przeciwne myślenie reprezentują cywilizacje azjatyckie. Zarówno Chiny jak i Wietnam, stawiają na pracę u podstaw a wiek upokorzeń dla obydwu tych konfucjańskich cywilizacji zadziałał jak zimny prysznic. Co ciekawe, Polski wiek upokorzeń czyli 123 lata rozbiorów jedynie znormalizowało mentalność folks dojcza. Chińczycy i Wietnamczycy przepracowali swoją traumę, my zamietliśmy ją pod dywan. Dzisiaj nasze instytucje, infrastruktura a nawet zabytki, mają przyklejoną tabliczkę z napisem: „sfinansowano z programu blablabla unii europejskiej”, coś nie do pomyślenia w rozbiorze Galicji, rozbierze rosyjskim czy pruskim. Dzisiejszy średnio wykształcony polski prekariusz jest przekonany o tym że instytucje europejskie istnieją dla jego dobra, podobnie jak chłop w średniowieczu cieszący się z tego że w dzisiaj Pan się upił i go nie wybatożył. Inna rzeczywistość, podobna mentalność. Pokoleniowej zmiany należy oczekiwać kiedy wymierająca niemiecka demokracja późnego kapitalizmu, demograficznie pokonana przez napływ mieszkańców Afryki subsaharyjskiej i bliskiego wschodu do reszty pogrąży się w chaosie, redystrybucji i ochlokracji. Wtedy może być już za późno, prawdy roku 2024 będą brzmieć równie zabawnie co „feudalistyczny know how”.

  • Między słowami. Lost in translation.

    Komunikując się z Wietnamczykami w języku wyspiarzy narażasz się na całą masę problemów natury komunikacyjno-kulturowej. To tak jakby jeść suchy ryż nożem i widelcem – pójdzie ci równie dobrze co jedzenie pizzy pałeczkami. Nasz wschodnio (środkowo dla ludzi z kompleksami) europejski styl komunikacji jest nastawiony na wzajemną konfronatcję i bezpośredniość, to właśnie dzięki nim jesteśmy w stanie budować wzajemne zrozumienie. Konfrontacja i bezpośredni przekaz jest często komunikacyjnym katharsis, w którym obydwie strony zrzucają maskę konwenansów próbując wzajemnie zrozumieć swoje intencje. Zupełnie inne podejście zostało wypracowane (i to przez dużo dużo dłuższą historycznie linię czasu) przez azjatów. Wietnamska kultura nie dopuszcza możliwości konfrontacji, musisz zgadzać się ze wszystkimi dookoła, nieważne czy wydaje ci się że mają rację czy nie, istotą jest odczucie otoczenia że pozostajesz z nim w zgodzie. Filozofia Bruce’a Lee i jego słynny w Polsce cytat: „Bądź niczym woda” jest owocem tysięcy lat azjatyciej filozofii pozostawania w harmonii z otoczeniem.

    Co mówią Brytyjczycy?Co mają na myśli Brytyjczycy?Co rozumieją Wietnamczycy?*
    Z całym szacunkiem…Wydaje mi się że jesteś w błędzie.…jestem ważny!
    Być może rozważysz… Zasugerowałbym…To jest rozkaz, zrób to albo bądź gotów się z tego tłumaczyć…Nie zależy mu na tym.
    Oh, zapomniałbym, poza tym…Następująca krytyka jest sednem tej dyskusji.To nie jest istotne.
    Byłem nieco rozczarowany gdy…Jestem potwornie rozczarowany i zły z powodu…Pfff! To jego problem.
    Interesujące…Nie podoba mi się to.Podoba mu się to!
    Czy byłbyś gotów rozważyć inne warianty?Twój pomysł nie jest dobry.To zależy odemnie.
    Proszę, pomyśl o tym trochę dłużej.To jest zły pomysł, nie rób tego.To jest świetny pomysł!
    Jestem pewien że to moja wina…To nie jest moja wina.To jest jego wina, nie moja.
    To jest oryginalny punkt widzenia.Twój pomysł jest głupi.Mój pomysł jest dobry.
    *wietnam.ski. Skopiuj sobie ku chwale rozwiązywania problemów komunikacyjnych.

    High context communication, komunikacja o wysokim kontekście to sposób komunikacji w którym sygnały niewerbale, kontekst społeczny oraz relacje międzyludzkie mają decydujące znaczenie podczas procesu wzajemnego zrozumienia. Wszystko co implicit. Aluzje, metafory, gesty, sygnały niewerbalne są tutaj na porządku dziennym a mówienie „jak jest” jest nie na miejscu i w prostej linii prowadzi do uznania nas przez otoczenie za osobę „bez kultury”.
    Low context communication to komunikacja explicit, dosłowne rozumienie treści werbalnej naszego rozmówcy. Komunikacja opiera się na konkretach a słowa mają tutaj dosłowne znaczenie. Społeczeństwa reprezentujące ten poziom wzajemnego zrozumienia skupiają się bardziej na treści przekazywanych informacji, zamiast na formie.
    Bezpośredniość w negatywnej informacji zwrotnej – rozumie się samo przez się. Wietnamczyk nigdy nie powie Ci, że coś jest nie tak wprost, będzie posługiwał się tonami alegorii, przykładów aż w końcu może powiedzieć Ci to co naprawdę myśli dodając: NGUYEN4 TAK POWIEDZIAŁ, NIE JA. Jak w Polskim przedszkolu, ale dzieje się to w dużo poważniejszych instytucjach na dużo wyższym szczeblu. Po tylu latach w Wietnamie dalej na bardzo prostej płaszczyźnie jest to dla mnie wyraz tchórzostwa, rozmycia odpowiedzialności i umywanie rąk od posiadania jakiejkolwiek własnej opinii.
    Hierarchiczność relacji vs egalitaryzm. Wystarczy spojrzeć na języki azjatyckie pełne pronouns. W języku wietnamskim występują:
    Toi, Em, Anh, Chi, Co, Di ,Chu, Ong, Ba, Tao, May, Minh… jest dużo więcej.
    Fakt że mówiąc „podaj mi łyżkę” do osoby o miesiąc starszej musisz w dużym uproszczeniu powiedzieć: NIC NIE ZNACZĄCY JA PROSI STARSZEGO BRATA O PODANIE ŁYŻKI (nie dosłownie, ale w języku wietnamskim nic nie jest dosłowne) dobrze obrazuje problem hierarchiczności języka. Po angielsku istnieją jedynie me and you, a wszystkie inne zaimki są wyrazem głębokich kłopotów z własną seksualnością i problemów natury psychicznej.
    Consensual vs top down odnosi się do sposobu podejmowania decyzji przez grupę i wynika w prostej linii ze sposobu komunikacji. W Azji komunikując się poprzez wysoki kontekst, pozostawiamy wiele w swerze niedpowiedzianej. Więcej „czujemy” niż rozumiemy, w tym modelu szef, lider czy mentor nie może po prostu narzucać swojego zdania – bo on często tego zdania nawet nie wypowie głośno. Musimy zgadzać się z grupą, a nie komunikując się z grupą dosłownie, musimy często zgadzać sie z „energią w pomieszczeniu” jak mawiaja Japończycy. Styl podejmowania decyzji top down czyli „szef coś narzuca” odniósł sukces w społeczeństwach o większym egalitaryźmie: zauważ, że w Wietnamie młodszy szef, nie może narzucić zdania ani nawet swojego przywództwa starszemu szeregowemu pracownikowi. Dlatego ciężko wymyślić iPoda, iPhone’a czy interfejs graficzny oprogramowania w zespole pełnym azjatów gdzie nikt nie złapie życia za jaja w dosłownym sensie.
    Task based vs relationship based. Azjatyckie społeczności są dużo bardziej nastawione na relacje, niż na efektywność poszczególnych podejmowanych działań. Z tego wynika między innymi nepotyzm, który nawet nie jest nepotyzmem, bo na bardzo ludzkim poziomie część Azjatów nie jest przyzwyczajonych funkcjonować poza przedłużeniem własnej rodziny. Nie zostali do tego stopnia zsocjalizowani, albo zostali zsocjalizowani inaczej mówiąc językiem poprawności politycznej.
    Confrontational vs avoiding confrontation, konfrontacja vs unikanie konfrontacji. Dlatego między innymi trzeba bardzo uważać na biznesy i umowy jakie zawieramy z Wietnamczykami przez telefon, WhatsApp czy Zalo. Posiłkując się nowoczesnymi technologiami każda umowa może być dowolnie zmieniona i zerwana – bo pozwala uniknąć konfrontacji w cztery oczy.
    Linear vs flexible czyli ciągłe vs elastyczne. Odnosi się w codziennym życiu do punktualności i wywiązywania się z terminów, w zachodnim kręgu kulturowym „bycie na czas” jest dużo bardziej istotne. W Wietnamie kiedy mieliśmy z kimś spotkanie na 17:00 ale akurat pada deszcz – zrozumiałe jest że nie dotrzemy na czas, nie trzeba nawet dzwonić. Dojedziemy jak przestanie padać. Przecież padał deszcz? Zdziwi się Wietnamczyk kiedy powiesz mu że czekałeś 40 minut w kawiarni.

    Walt Kowalski z Gran Torino i Mr. Miyagi z Karate Kid to modelowa para filmowych mentorów na podstawie których można budować swoje zroumienie różnych wzorców autorytetu oraz tego co społecznie akceptowane w kulturach które reprezentują. Walt będący brutalnie szczery, otwarcie nieufny oraz raz za razem konfrontacyjnie nastawiony do otaczającej rzeczywistości jest całkowitym przeciwieństwem nastawionego na konsensus Pana Miyagi, dla którego codzienna zgodność z otaczającą go rzeczywistością pozostaje priorytetem.
    Erin Mayer dziękuję zarówno za grafy jak i za inspirującą książkę próbującą tłumaczyć niuanse problemów komunikacyjnych różnych kultur która zainspirowała mnie do tego wpisu. The Culture Map: Breaking Through the Invisible Boundaries of Global Business. Książka nie jest jeszcze przetłumaczona na język polski, a wielka szkoda, bo jest rewelacyjna. Rysą na diamencie jest jedno zdanie, które nie daje mi spokoju:

    When interacting with someone from another culture, try to watch more, listen more, and speak less. Listen before you speak and learn before you act.

    -Erin Mayer

    Jest to spostrzeżenie mądre, ale bardzo redukcjonistyczne. Nie bierze ono pod uwagę demografii i realnej rzeczywistości społecznej. Im ktoś jest mniej wykształcony, im jego kultura jest dla niego ważniejsza i im ma mniej do stracenia – tym więcej mówi. Tak po prostu jest. Próbując być mądrzy i dobrze wychowani, sami zakładamy sobie knebel ślepej tolerancji i permisywizmu. W skali świata – po prostu destrukcyjne.